Osiedle doskonałe

Zanim pierwszy raz przyjechaliśmy do Kalifornii, kojarzyła mi się ona wyłącznie z wodą, plażą i słońcem. Rzeczywistość zweryfikowała moje poglądy już pierwszego dnia naszego pobytu. Dlaczego? Ponieważ wylądowaliśmy w San Francisco. Mieście wiecznego zachmurzenia. Szybko się też okazało, że moja wizja Kalifornii jest ściśle związana z Los Angeles, a o reszcie stanu nie mam zielonego pojęcia.

Podczas naszych wyjazdów dwa lata i rok temu, zobaczyliśmy przepiękne góry, lasy, krystalicznie czyste rzeki i bajecznie przezroczyste jeziora. Zakochalismy się na zabój. W tym roku początek naszego pobytu spędziliśmy w domu mieszczącym się nad jeziorem, należącego do dużego kompleksu domów jednorodzinnych w tej okolicy. W Polsce powiedziałabym o domkach jednorodzinnych. Tutejsze domy nie są ani jednorodzinne (chyba, że ma się wiele dzieci, albo wielu gości) ani nie można ich nazwać domkami. Bardziej pasuje do nich określenie willi bądź apartamentów.

Całe osiedle znajduje się na strzeżonym terenie niedaleko miasteczka Auburn. Wjazd jest możliwy za okazaniem dokumentu bądź odpowiedniego zaproszenia. Jezioro wokół którego umieszczone są domy, ma powierzchnię niecałego kilometra kwadratowego. Właściciele posiadłości mający dostęp do wody, mają swoje własne łódki zacumowane na prywatnych kejach. Co z tymi, których domu oddalone są w niewielkiej odległości od jeziora? Mogą wykupić sobie miejsce na kilku większych kejach postawionych specjalnie dla tych mieszkańców. Można tam też trzymać swój kajak i motorówkę. Jest jezioro, plaża, słońce, domki. Już samo to powoduje nasz zachwyt. Ale to nie jest nawet połowa atrakcji jakie czekają na właścicieli domów przy Lake of the Pines. Mają oni do swojej dyspozycji umieszczony przy jeziorze basen, korty tenisowe, kilka placów zabaw dla dzieci w różnym przedziale wiekowym, pola golfowe, klub w którym można zjeść pyszny posiłek, a także w którym można przyjść na zajęcia aerobiku, jogi, malarstwa, winoznawstwa i piosenkoznawstwa (karaoke 😜).

21880173_1409423962487565_8071918831242575872_n
22158179_1412741595489135_1527670964689567744_n
51186665
22080709_1409419859154642_3419465124975476736_n

 

Mało tego, regularnie odbywają się kolacje dla singli, spotkania bingo a raz na jakiś czas wspólnota organizuje różnego rodzaju tematyczne przyjęcia. Kiedy usłyszałam o tym po raz pierwszy, pomyślałam że to idealne miejsce dla starszych osób. Okazało się, że nie tylko ! Jest tu prywatne przedszkole i szkoła, prowadzone przez młodą i wykwalifikowaną kadrę. Do przemieszczania się po osiedlu mieszkańcy używają prywatnych meleksów lub platform pływających (jeśli mają prywatne keje) na około 5-10 osób. Platformy są wystarczająco duże aby zorganizować małą imprezę/grilla na wodzie. Pewnie myślicie, że jest jakiś haczyk. Że pewnie cena przyprawia o zawrót głowy. Koszt takiego domu to od 300 tysięcy dolarów w górę. Czy to dużo? Rata kredytu jaką płaci właścicielka mieszkania, w którym się zatrzymaliśmy wynosi 2,200 dolarów. Jej dom kosztował jakieś 360 tysięcy, ma 3 sypialnie, 2 łazienki i 2 salony. Dla porównania wcześniej wynajmowała apartament w małym bloku, w dobrej (nie najlepszej) dzielnicy w San Francisco, o powierzchni mniejszej niż jej teraźniejsze jedno piętro za 3 tysiące dolarów. Widać po tym, że jak na tutejsze ceny, wartość domu w takim miejscu jak Lake of the Pines nie jest wygórowana.

To jest okolica, w której moglibyśmy zostać. Zaczynamy już odkładać pieniądze 😉 A Wy?

Related Posts
  • Wygląda cudownie! Rzeczywiście aż chciałoby się tam zostać na stałe 🙂 Mnie się marzy Kalifornia już od długiego czasu – może kiedys się uda 🙂

shift-na-light-tlo